Biuro serwisowane w open space to zły pomysł

Biuro serwisowane czy coworkingowe bywa oferowane jako miejsce w do pracy w dużej otwartej przestrzeni. Tymczasem open space nie jest wcale dobrym miejscem do pracy.

Biuro serwisowane w open space

Open space to nic innego jak duża otwarta przestrzeń biurowa, niepodzielona na pokoje. Idea wywodzi się jeszcze z XIX wieku ze Stanów Zjednoczonych. Na początku stosowano ją przy maszynopisaniu. Otwarta przestrzeń miała sprzyjać szybszej i lepszej komunikacji między pracownikami, łatwiejszemu przekazywaniu informacji, większej identyfikacji z firmą. Ponoć miała służyć nawet nawiązywaniu głębszych relacji między pracownikami.
Ze Stanów Zjednoczonych open space zawędrowała do Europy. Nie bardzo się przyjęła w ówczesnym bloku wschodnim. Tu nadal królowały jedno, lub kilkuosobowe pokoje biurowe. Do Polski wielkie hale z dziesiątkami i setkami pracowników trafiły z początkiem lat 90. Przyjęły się nadzwyczaj dobrze.
Biuro serwisowane i coworkingowe tez padło ofiarą tej mody. To naturalne. Na powierzchni typu open space mieści się więcej stanowisk pracy. Nie zajmują jej niepotrzebne, z punktu widzenia właściciela, ścianki działowe. A każde stanowisko to zysk. Wynajmującym powierzchnie biurowe nie zależy na komforcie i wydajności pracowników, którzy będą tam siedzieć. Z tego nie czerpią zysku. Dziwić może fakt, że na takie rozwiązanie decydują się ci, którzy za to płacą, czyli najemcy. Bo mogą liczyć straty.

Open space zły dla pracowników

Biuro serwisowane typu open space może być tańsze przy wynajmie niż osobne pokoje do pracy. To z tego powodu, że jaki pisaliśmy, wykorzystana jest cała powierzchnia biurowa. Tylko, że w takim biurze jest głośno. Pracownicy mają problem z zebraniem myśli, skupieniem się. Nierzadkim widokiem są ludzie zagłuszający hałas odcinającymi słuchawkami. Tylko ile można słuchać muzyki.
Brytyjscy naukowcy z uniwersytetu Exeter wyliczyli, że komfort pracy w biurach typu open space jest o 32 procent niższy niż w systemie gabinetowym. Przekłada się to na wydajność pracowników. W otwartych halach ich efekty pracy są o 15 procent niższe niż w systemie gabinetowym. [1]
Dodajmy do tego, że pracownicy czują się cały czas podglądani i oceniani. I to wcale nie tylko merytorycznie, ale oceniany jest też ich ubiór, podsłuchiwane rozmowy telefoniczne, zauważane momenty kiedy wstają od biurka. No i jak w takich warunkach szef ma dyskretnie zwrócić uwagę na jakieś niedociągnięcia w pracy? Jak wezwie do sali konferencyjnej, to wiadomo o co chodzi.
Badania grupy Ipsos, które objęły 10 tysięcy pracowników w 14 krajach wykazały, że aż dla 95 procent pracowników ważne jest wykonywanie zadań w warunkach prywatności. Praca w hali oznacza stratę średnio 86 minut każdego dnia. Z punktu widzenia całej gospodarki jest to strata liczona w miliardach.

Biuro serwisowane w open space

Wskazaliśmy na różne wady pracy w open space. Ale nie uwzględniliśmy jeszcze jednego czynnika. Mianowicie faktu, ze w takiej przestrzeni miałoby funkcjonować biuro serwisowane, czy coworkingowe. To już jest zupełna zgroza.
W jednej przestrzeni siedzą osoby mające różne zadania, z różnych firm, może nawet konkurencyjnych. Ci pracownicy nie mają wymieniać informacji. Może nawet powinni je chronić przed sobą wzajemnie. Jak wstają żeby zrobić kawę czy pójść do toalety powinni w zasadzie blokować komputer i zabierać wszystkie papiery. To niewykonalne.
Biuro serwisowane czy biuro na godziny ma rację bytu wyłącznie w systemie gabinetowym.