Samochód służbowy do celów prywatnych, czyli bogaty zyskuje a biedny traci

Samochód służbowy do celów prywatnych stał się ostatnio gorącym tematem. A to za sprawą zmiany przepisów, która nastąpiła z początkiem roku. Dzięki nowemu prawu rozliczanie użytkowania służbowego samochodu miało stać się prostsze. Prostsze może i jest, ale nie znaczy, że sprawiedliwe.
Od 1 stycznia, zamiast różnych systemów wyliczania przychodu pracownika związanego z wykorzystywaniem samochodu służbowego do celów prywatnych wprowadzono dwie stawki. Dla samochodu o pojemności silnika do 1600 centymetrów jest to 250 złotych miesięcznie Dla auta o wyższej pojemności 400 złotych. Nie ma przy tym żadnego znaczenia, czy ów samochód to Cinquecento, stary Volkswagen czy nowy Jaguar.

Samochód służbowy do celów prywatnych używany przez prezesa

Dotychczas prezes dużej korporacji jeżdżący samochodem wartym 300 tysięcy miał doliczaną do dochodu odpowiednią część kosztu wypożyczenia takiego samochodu. Taki samochód jest oferowany za 9000 złotych miesięcznie. Jeśli 1/3 podróży prezesa była prywatna to do przychodu miał doliczane 3000 złotych. Były też inne metody liczenia, ale suma wychodziła podobna.
Według obecnych przepisów dodatkowy dochód owego prezesa to zaledwie 400 złotych miesięcznie. Przy PIT na poziomie 32% podatek płacony przez prezesa spadł z 1024 złotych miesięcznie do zaledwie 128 złotych – wyliczyła dla PAP Małgorzata Samborska, ekspertka Grant Thornton.

Samochód służbowy do celów prywatnych używany przez hydraulika

W przypadku słabo zarabiającego pracownika, na przykład hydraulika, wyposażonego w starego Passata wartego 10 tysięcy, dochód który mu doliczano wynosił 100 złotych. Teraz, jeśli codziennie po pracy używa samochodu do celów prywatnych, jest to 400 złotych. Taki pracownik rozliczający PIT na poziomie 18% płacił 18 złotych miesięcznie, a teraz musi płacić 72 złote – wyliczyła Samborska.
Biorąc pod uwagę te przykłady trzeba przyznać, że obecny system jest ewidentnie niesprawiedliwy. Można się domyślać, że jest wzorowany na dawnym podatku drogowym, którego wysokość też była uzależniona od pojemności silnika. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby powiązanie tego obciążenia z wartością samochodu.
samochód służbowy do celów prywatnych